Sto dni bez słońca

Kontrapunkty

Sto dni bez słońca

To miała być zwyczajna wymiana uniwersytecka. Lesław Srebroń trafia na Finnegany, by spędzić semestr jako wykładowca na tamtejszej uczelni. Skryte za horyzontem wyspy nie figurują nawet na mapach, ale dla tak ambitnego badacza to tylko kolejna inspiracja. Nie ma wątpliwości, że uda mu się wcielić w życie projekt ocalenia cywilizacji Zachodu. Nie może być inaczej, skoro za kierunkowskaz ma prozę wielkiego polskiego fantasty, Filipa Włócznika.

Tylko że na miejscu nie wszystko wygląda tak, jak się początkowo wydaje.
Gdzie przebiega granica między fikcją a rzeczywistością? Czy prawda, jaką poznajemy o nas samych, jest wiedzą obiektywną, czy tylko kolejną kreacją?

Powieść Wita Szostaka to zjadliwa akademicka satyra, w której dostaje się zarówno pracownikom naukowym, systemowi kształcenia, jak i polskiej fantastyce (oraz zwyczajom seksualnym dzikich). Ale to także pasjonująca historia o współczesnym Don Kichocie, który nie potrafi zrezygnować ze złudzeń.

Sto dni bez słońca to powieść szalenie zabawna, strasznie smutna i niebezpiecznie inteligentna.


  • Rząd Irlandii utrzymuje na atlantyckiej deszczowej wysepce malutką szkołę wyższą. Na jeden semestr (stąd tytuł) trafia do St. Bernard College polonista dr Lesław Srebroń. To, co czytamy, to dziennik jego pobytu.

    Można tę książkę wziąć za próbę odnowienia satyrycznej powieści uniwersyteckiej, konwencji kojarzonej z twórczością Malcolma Bradbury'ego czy Davida Lodge'a. Odnowienia, ponieważ była uprawiana z powodzeniem w latach 70. i 80., później słuch o niej zaginął. W Polsce, dodajmy przy okazji, raczej się nie przyjęła. Nie znaczy to jednak, że nowa powieść Wita Szostaka to spóźniona imitacja anglo-amerykańskich wzorów. Nawet jeśliby chciał, nie mógłby tego zrobić. [...]


  • [...] W swojej najnowszej powieści Wit Szostak gra konwencjami. To powieść z jednej strony nieznośna i trudna do zaakceptowania, z drugiej zaś - mistrzowsko dowcipna, nieprzyzwoicie kpiąca z akademickiego tonu, dosadnie wyrazista i jednocześnie bardzo smutna. Autor swojego bohatera konfrontuje ze światem, który - osadzony gdzieś w geograficznym niebycie - cały czas odstaje od tego, co wyobraża sobie Lesław Srebroń, wędrowny wykładowca, w swoim mniemaniu genialny naukowiec, "Jonasz polonistyki", urzeczony twórczością niejakiego Filipa Włócznika. Bohater Szostaka na początku bawi i irytuje na przemian, potem w swej naiwności i samotności wzrusza. Jest kwintesencją widzenia rzeczywistości taką, jaką chciałoby się ją widzieć. Oderwania od niej. Bycia samemu ze sobą. Naiwnej wiary we własne ideały i porządek, który ustanawiają wymyślone przez Srebronia zasady. [...]

  • [...] Srebroń jest jak twierdza, wszelkie próby wpłynięcia na jego wiarę we własną nieomylność i geniusz kończą się fiaskiem. Złośliwości kolegów po fachu odbiera jako intelektualny ferment, swoje zapiski traktuje z taką atencją, jakby był co najmniej Dostojewskim, podrzędną uczelnię uważa za mekkę dla wybranych ze świata nauki, a każde przypadkowe spojrzenie kobiety kojarzy mu się niemal z gorącym romansem. Musi zatem dojść do katastrofy. To powieść o samooszukiwaniu. Polecam!

  • Wszystko przez Czułego Barbarzyńcę. Nie planowałam tej książki, nie czekałam, nie śledziłam tęsknym okiem w zapowiedziach, choć nazwisko autora nie jest mi całkiem obce, jak zapewne wielu czytelnikom, zapędzających się w fantastyczne rewiry. Ale kiedy przycupnęłam w tej dziwnej kawiarni nad rewelacyjną wiosenną herbatą z rozmarynem i jeszcze bardziej rewelacyjnym plackiem z porzeczkami, "Sto dni bez słońca" zamrugało do mnie z półki, znajdującej się o wyciągnięcie ręki. Nie wiem jak wy, ale ja na mrugania i podobne zachęty książek nie jestem obojętna. Powieść, zacnie wydana, reklamująca się jako "szalenie zabawna, strasznie smutna i niebezpiecznie inteligentna" przykleiła się do mnie i nijak nie chciała odkleić, i mimo iż miała cenę nieładną, znacznie przewyższającą rozmaite internetowe okazje, z księgarni wyszłam już obarczona jej ciężarem. Zgubne są wizyty u Czułego Barbarzyńcy*... Jakby tego było mało, książka wepchnęła się bez kolejki, niczym jakaś ostentacyjnie ciężarna, i nie popuściła, dopóki nie przewróciłam ostatniej strony. I tak oto, targana sprzecznymi emocjami, melduję, że "Sto dni bez słońca" jest jak dotąd największą literacką niespodzianką tego roku. Choć nic tego nie zapowiadało. [...]

  • Do Stu dni bez słońca Wita Szostaka zasiadałem, nie wiedząc o książce absolutnie nic, i dość powiedzieć, że nasza znajomość nie zaczęła się dobrze. Gdy narrator polonista obiecał już na wstępie, że opowie mi obszernie, jak to przez cały semestr walczył na deszczowych wyspach Finneganach z melancholią, pożądaniem i niemocą twórczą, aż jęknąłem w duchu. Chryste, za jakie grzechy ja to czytam… Tym większa była moja radość, kiedy już po kilku stronach wyszło na jaw, że dałem się zrobić w bambuko – i trzymam w rękach jedną z najzabawniejszych książek tego roku. [...]

  • Nowa powieść Wita Szostaka udaje satyrę na współczesnych akademików, ale jest także gorzkim portretem polskiego intelektualisty, a nawet opowieścią o literaturze i krytyce literackiej. [...]

  • [...] Wygodnie uznać, że „Sto dni bez słońca” jest parodią życia akademickiego, pseudointelektualnego dyskursu, stosunków panujących w skostniałych środowiskach uczelni. Jeśli jednak przygody Srebronia są parodią, to parodią świata w ogóle – świata, w którym o nic nie chodzi, nikt o nic nie dba, nic właściwie nie ma znaczenia. Stworzona przez Szostaka zjadliwa satyra dotyczy nie tylko życia społecznego, ale i poziomu egzystencjalnego, a nawet ontologicznego. Nie jest pewne, czy w ogóle cokolwiek ma sens. Dlatego literatura tworzy przestrzeń fantomową, sferę ekscesu, nadmiaru. Jedyną sensowną reakcją na świat staje się właśnie gadulstwo.

  • Najnowsza powieść Wita Szostaka Sto dni bez słońca budzi ambiwalentne uczucia wśród czytelników. Część z nich podsumowuje książkę jako zabawną i satyryczną, inni zaś twierdzą, że historia Lesława Srebronia, który (nie)przypadkiem trafia na irlandzką wyspę Finnegany, jest smutna, a sam bohater irytujący. Wszak powieść ma formę pamiętnika i trudno uwolnić się od głównego bohatera, z perspektywy którego spoglądamy na niewielką uczelnię gromadzącą humanistów prowadzących nietypowe, zwłaszcza dla dzisiejszej nauki, badania. [...]

  • [...] Ps. I jeszcze trzy ważne sprawy. Po pierwsze, napisałam wyżej, że książka wprawiła mnie w zachwyt od pierwszego zdania, ale tak naprawdę już okładka ma tutaj przeogromne znaczenie. Jest w niej coś niepokojącego, co w każdym calu oddaje atmosferę powieści – turkusowa ściana jest nieco sielankowa, ale jednocześnie sugeruje coś nierealnego, wyrwanego z rzeczywistości i zawieszonego w próżni, której kształt nadaje swoimi słowami narrator. Po drugie, znalazłam w sieci informację, że „Sto dni bez słońca” będzie miało premierę 22 marca, czyli w dzień moich urodzin, co zdecydowanie nie może być przypadkiem – wszechświat podarował mi najpiękniejszy prezent, jaki mogłabym sobie wymarzyć. A po trzecie nieco zmanipulowałam fakty w tytule, gdyż w rzeczywistości spędziłam nad książką, rozkoszując się każdym słowem, dokładnie pięć godzin i dwadzieścia jeden minut. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie…?

  • Sto dni bez słońca - Wit Szostak - nietypowa recenzja z portalu Fantasta.pl

    From: Maciej Rybicki, PhD
    To: Lesław Srebroń, PhD
    Date: Jan 11
    Subject: Kilka uwag o „Stu dniach bez słońca”

    Szanowny Kolego!

    Jest mi niezwykle miło, iż znalazłem się w wąskim gronie kilkuset osób, którym przesłałeś swoją książkę. Przyznam, iż nie spodziewałem się, że nasza krótka znajomość – wszakże zamieniliśmy jedynie kilka słów podczas literaturoznawczej konferencji w Pułtusku – spowoduje obdarzenie mnie zaufaniem i przyjęcie w poczet życzliwych krytyków Twego dzieła. Nie mam jednak wątpliwości, iż nasza wymiana zdań na temat motywu upadku kultury Zachodu w polskiej prozie fantastycznonaukowej ostatniego ćwierćwiecza pozwoliła bezbłędnie rozpoznać bratnią duszę, która wnikliwym, krytycznym, acz życzliwym okiem spojrzy na przygotowany przez Ciebie tekst. Kończąc ten przydługi wstęp, zaznaczę tylko, że jest mi bardzo przyjemnie i postaram się dołożyć wszelkich starań, by okazać się godnym zaufania, jakim mnie obdarzyłeś. [...]

  • Lesław Srebroń z pewnością nie jest osobą, z którą chciałbym się zaprzyjaźnić. Nikt z Was też by nie chciał, no chyba że jesteście do bólu samotnymi popaprańcami. Lesiek nie jest wprawdzie bucem, nie jest też złym człowiekiem, on ma gorzej – ma zawyżoną samoocenę oraz… no, tu trzeba by wymienić kilka pojęć z zakresu psychologii, których niestety nie znam. [...]

  • [...] Czy polecam? Pewnie! Jeśli macie ochotę pośmiać się z uczelnianych intryg, trochę pomarszczyć czoło nad wszystkimi napuszonymi, pyszałkowatymi działaniami Srebronia i nacieszyć oko językiem Szostaka, to jak najbardziej powinniście sięgnąć po Sto dni bez słońca – szczególnie teraz, gdy autor został nominowany do Paszportów Polityki i troszkę więcej będzie o nim słychać. Ale także, a właściwie głównie, dlatego, że to po prostu wyśmienita lektura na ciemne wieczory.

  • Drogi Czytelniku, czy jesteś przekonany, że nie ma na świecie nic wznioślejszego i subtelniejszego niż humanistyka? Czy wynosisz pieczołowite i nabożne zbieranie okruszków literackiego sensu nad wszystkie ziemskie sprawy? Czy promień światła mądrości przeszywa twoją duszę, gdy dane ci jest obcować z Autorem samym? Jeśli tak, to koniecznie sięgnij po „Sto dni bez słońca”, bo to książka o tobie. A jeśli nie, też sięgnij – wzmocnisz swoją odporność na ducha humanistycznej powagi i przednio się ubawisz. [...]

  • Każdy autor marzy o stworzeniu tak charakterystycznego bohatera, jakim jest Lesław Srebroń ze „Stu dni bez słońca” Wita Szostaka. Bo choć narratora najnowszej powieści krakowskiego pisarza po prostu się nienawidzi, to nie można przestać o nim myśleć. [...]

  • [...] Przez cały czas Wit Szostak prowadzi inteligentną grę z czytelnikiem, podrzuca mu kolejne aluzje i mam wrażenie, że bawi się równie dobrze, co odbiorca. Ale gdzieś pod powierzchnią humoru, żartu i ironii ukrył autor ziarenko gorczycy, które ma decydujący wpływ na smak całości. Takie literackie uczty lubię najbardziej!

  • [...] Język Szostaka jest nadal, tak jak w jego poprzednich powieściach, przesadnie elegancki, lecz broń Boże, nie jest to zarzut. To pewna konsekwencja autora, że jego narrator mówi do nas językiem wytwornym, niezwykle melodyjnym, wręcz nieco staroświeckim. Taki sposób powadzenia narracji wbrew pozorom ożywia naszą literaturę, jest powiewem świeżości. Inteligentnego humoru bowiem nam potrzeba, potrzeba nam po prostu dobrej satyry. Szostak nie stroni również od licznych aluzji, szczególnie do polskiej literatury fantastycznej, bawi się swoją prozą, bawi się literaturą w ogóle i robi to świetnie.

  • Seria wydawnicza: Kontrapunkty
  • Data premiery: Kwiecień 2014
  • Rodzaj okładki: twarda
  • Liczba stron: 365
  • Cena okładkowa: 39,00 zł