Zagroda zębów

Poza serią

Zagroda zębów

Zagroda zębów to zbiór miniatur literackich, będących apokryficznymi wersjami mitu Odysa. Szostak próbuje w nich prześledzić alternatywne, nieistniejące wersje mitu: Odys nie wraca na Itakę, gdyż zakłada dom gdzie indziej; Odys nie wraca, gdyż pomaga odbudować Troję; Odys wraca, lecz zostaje zabity przez Penelopę; Odys wraca, lecz nikt nie rozpoznaje w nim wielkiego bohatera i umiera w samotności.

Te kilkadziesiąt mikrohistorii to opowieści o bezdomności, pustce i niemożności powrotu. To tęsknoty za prawdziwym życiem, które zawsze jest gdzieś daleko, choć czasem wydaje się na wyciągnięcie ręki.

 


  • [...]Aojdą Szostak jest niezwykłym, ma dar opowieści i wymyślania mikro-historyjek, puszczania oka do znawców mitów ale pozostając zrozumiałym dla tych, co mit o Odysie pamiętają jedynie mgliście. Podoba mi się bezkompromisowość tej książeczki - dookoła wielkie powieści, 500 stron to już za mało, licytacja trwa - a ten sobie pisze miniatury. Do tego bardzo poetyckie. Jakieś fatum nade mną wisi - przez kilka lat nie przeczytałem tyle prozy okołopoetyckiej co w ostatnim miesiącu. Klątwa Bronki Nowickiej?

  • [...] Zagroda zębów to książka, która pokazuje siłę archetypów i trwałość opowieści. W ciekawej formie zamyka całe morze (ciemne jak wino) opowieści i uczuć. Powinno się nią, niczym wspomnianym winem, delektować powoli, lecz ja pochłonąłem ją niemal jednym haustem. Uderzyła mi do głowy, lecz kaca nie stwierdzam. Na pewno będę wracał – by wyławiać perły i podtrzymywać pieśń.

  • [...]Tytułowa zagroda zębów to przeszkoda uniemożliwiająca wyrażenie językiem tego, co naprawdę miało miejsce, tego, co siedzi w głowie opowiadającego, a może tego, co chciałby usłyszeć odbiorca. Z drugiej strony to jedyna bariera pozwalająca utrzymać słowa w ryzach, powstrzymująca je od bezładnego wyrywania się na wolność. Szostak w hipnotycznym rytmie cofa się do kolejnych wariantów homeryckiej historii: Odys wraca prosto do domu, zostaje na zgliszczach Troi, żegluje w dal; przeżywa mityczne przygody, toczy zwykłe życie, a cuda zmyśla bądź wykrada; wybiera rodzinę przed sławą, wybiera sławę przed rodziną, wybiera wieczność, wybiera teraźniejszość. Wszystkiemu towarzyszą powtarzane symbole: kołysanie fal, pruty przez Penelopę całun, wypijane wino, długotrwałe szukanie, dla którego znalezienie nieuchronnie oznacza porażkę. Tysiące sposobów powstania Odysei, zmyślonej, opowiedzianej, wyśpiewanej, plączą się ze sobą. Aojdowie czekają za każdym rogiem, zbierając i rozdając skrawki historii. Niemożność wypowiedzenia prawdy trudno uznać za przeszkodę – słowa to u Szostaka czasami niezdarni, czasami genialni demiurgowie dopiero prawdę kształtujący, wpływający na jej przyszłość i przeszłość. Ostatecznie nie jest ważne, jak Odyseja powstała, liczy się to, że przetrwała do naszych czasów i wciąż do nas przemawia.[...]

    Adam Skalski, Katedra
  • [...] Wydaje się bowiem, że najważniejszym aspektem książki Szostaka jest jej autoteliczność, w znaczeniu nieustannego wracania do siebie, przezwyciężenia ograniczeń czasu, przekroczenia krzywej homeryckiego powrotu; kolejną próbą uporania się z najbardziej znaną i oswojoną, ale jakże przerażającą rzeczywistością czasu, mówiącą nam o tym, że coś było, a nie jest, że coś się stało przed minutą i już nigdy do nas nie powróci: Przetrząsanie przemilczeń, niedopowiedzeń i nadkłamań. (…) Domyślanie zmyśleń do zbędnego końca. Chodzenie po śladach opowieści, (…) podążanie śladem, którego nie było. Wierzenie, że wśród niedopowiedzeń, napomknień i zmilczeń kryje się wielu Odysów…

    Czymże bowiem jest literatura jeśli nie utratą? I czy nie mówi nam o utracie świata, który był, który się zdarzał? I czyż język nie wypowiada naszego doświadczenia utraty i pustki? Teraźniejszość zamieniać w przeszłość, a przeszłość wskrzeszać i zaklinać – czyż nie tym literatura się żywi? Literatura celebruje utratę, bo nie może inaczej: świat zdaje się nie mieścić w słowach, umarli przychodzą tylko dzięki naszym zaklęciom, to co było, nigdy nie wróci w takiej postaci, jaką byśmy sobie wymarzyli… (H. Markiewicz).

    Zagroda zębów Wita Szostka to coś więcej zatem niż tylko frywolna przeróbka akademickiego mitu sytuującego się między tym, co zewnętrzne, a tym co wewnętrzne; czymś więcej aniżeli tylko zrzuceniem maski (Odys jest Odysem, Penelopa Penelopą, Telemach Telemachem, Szostak Szostakiem) czy intensyfikacją języka, który dalej jest opowieścią, a jednocześnie uwolniony jest od balastu właściwego dla dużych fabuł.

    Nie ulega bowiem wątpliwości, iż prawdziwy byt języka polega na tym, co w nim powiedziane, na tym, co tworzy wspólny świat naszego życia wraz z należącym do niego całym wielkim łańcuchem tradycji wychodzącej nam naprzeciw z literatury obcej, literatury żywych i martwych języków – jak twierdził Gadamer.

  • [...] Tytułowa „Zagroda zębów” moim zdaniem jest ową siłą opowieści. Mocą, która daje życie i nieśmiertelność. Dlatego u Szostaka będą ważne nie tylko alternatywne historie, ale również język. Tu też odbywa się swoista gra. Pisarz przywołuje homeryckie zwroty, powtarza je i zmienia, by stały się sercem, wokół którego buduje tę opowieść. Powstają frazy w stylu: „Odysa wymilcz na głos, nie ma słów skrzydlatych”, nawiązujące do słów znajdujących się w „Odysei”. Choć wydawać by się mogło, że w ten sposób autor komplikuje i utrudnia odbiór, to w rzeczywistości postanawia dać czytelnikom opowieść o człowieku. Odrzuca herosa i jego bohaterstwo, dopiero wtedy Odys staje się ludzki. W „Zagrodzie zębów” zaskoczyć może nas lakoniczność autora. Okazuje się, że najważniejsze jest to, co niedopowiedziane, dlatego też Wit Szostak unika słownego przesytu, a poprzestaje na samej esencji.

  • "Zagroda zębów" - dziesiąta książka literacka w dorobku Szostaka - to rzecz objętościowo skromna, ale wielce pożywna intelektualnie.
    Wit Szostak to pisarz poszukujący i zadziwiająco kreatywny. Podejmuje wyzwania artystyczne, których inni po prostu się boją – bo bestsellera nie będzie, bo czytelnik nie lubi być zaskakiwany, bo nie wolno niczego komplikować.

    „Zagroda zębów” – dziesiąta książka literacka w dorobku Szostaka – to rzecz objętościowo skromna, ale wielce pożywna intelektualnie. W 63 miniaturach (niektóre składają się tylko z kilku zdań) autor „Fugi” powraca do historii Odysa, podaje alternatywne wersje homeryckich wątków, a właściwie fantazjuje na ich temat.

    Śmieci trzeba śpiewać

    Nie można jednak powiedzieć, że to gra z tradycją antyczną bądź próba ożywienia klasycznych mitów. „Pisarzowi z Krakowa” – jak lubi się przedstawiać – chodzi o coś innego. O myślowy eksperyment. Szostak pyta bowiem, jak może działać coś, co już nie działa. Co począć w sytuacji, kiedy „Odys wyśpiewany (...) wszystko powiedziane”, a co gorsza – „nie ma słów skrzydlatych”? Odpowiedź – cały czas cytuję zapisy pochodzące z „Prologu” – brzmi: „Śmieci trzeba śpiewać”. Pisarz przekonuje, że to, co robi, to „grzebanie w śmieciach herosa” i „strzępienie języka o zagrodę zębów”.

    Słowo „śmieci” znaczy tu tyle co pozostałości, ślady bądź tropy. Szostakowe „śmieci” tym się różnią od pospolitych odpadków, że są użyteczne. W notacji oznaczonej jako „1b” (książka pozbawiona jest numeracji stron) pisarz podaje długą listę możliwości zagospodarowania „odpadków” z Homera, np. „błądzenie u korzeni mitu w poszukiwaniu opowieści sierocych, historii niewydarzonych”.

    Najciekawsze efekty przynosi czynność polegająca na „podążaniu śladem, którego nie było”. Przygody Odyseusza, zdarzenia z udziałem Telemacha i Penelopy (pisarz rzadko wychodzi poza ten rodzinny trójkąt) widzimy jako kombinacje rozmaitych wariantów. Dajmy na to, w rozdziale „Wyruszył spod Troi” mamy rozmaite rozwinięcia tej frazy: wyruszył, ale nie dotarł, dotarł, ale pozostał w ukryciu lub zaraz po dotarciu do Troi rozmyślił się i popłynął dalej, ujawnił się, ale został zabity przez Penelopę itd.

    Nie muszę chyba dodawać, że nie ma wariantów lepszych i gorszych, mniej i bardziej prawdopodobnych. Prawda o Odysie nie istnieje, on sam – powiada Szostak – jest figurą w najwyższym stopniu niepewną. Być może Telemach wymyślił nieistniejącego ojca albo sam Odys spreparował „żywoty równoległe”. Bez wątpienia w tej materii Szostak poszedł dalej niż Homer, gdyż w oryginale – jak pamiętamy – Odyseusz wymyśla raptem cztery własne biografie, za każdym razem dostosowując życiorys do rozmówców bądź okoliczności.

    Odyseusz w Prokocimiu Nowym
    Miniatury Szostaka mają ogromny potencjał problemowy. Pewnie przesadą byłoby oznajmić, że do tych mikrofabuł można sobie dośpiewać cokolwiek, ale coś w tym jest. Czytając „Zagrodę zębów”, nie sposób nie pomyśleć o roli zmyślenia i przypadku w naszym życiu, o żywotności starych toposów (wędrówka, błądzenie, bezdomność i kilka innych) czy wreszcie o niezbędności tego, który został nazwany „zbędnym bohaterem zbędnych opowieści”.

    Owa niezbędność staje się szczególnie wyraźna z chwilą, kiedy uświadomimy sobie prywatny wymiar tego niezwykłego przedsięwzięcia pisarskiego. „Zagrodę zębów” otwiera znamienna dedykacja (dla ojca, który jako pierwszy opowiadał o Odysie), a kończy „Epilog”, w którym przenosimy się do współczesności. W niej został osadzony ów ojciec, który utrzymywał, że spotkał Odyseusza w barze Nad Potokiem w Prokocimiu Nowym i co od niego usłyszał, przekazał dalej. Łatwo zgadnąć, że chodzi o metaforyczną pochwałę ojca maga, który – by tak rzec – otworzył syna na opowieść, zaszczepił mu własne przekonanie, że „wszystko co mam, to zmyślenie”.

    W jednym z wywiadów pisarz wyznał, że chciał się podzielić osobistym doświadczeniem. „Odyseja” opowiadana małemu chłopcu zorganizowała przyszłemu pisarzowi wyobraźnię, weszła w jego świadomość najgłębiej. A ponieważ odzywała się dość często, Szostak postanowił zdać z tego sprawę na piśmie. Uczynił to z pełną pokorą, wiedząc, że to, co „wymknie się z zagrody zębów” (efektowna fraza wzięta z przekładu Jana Parandowskiego), będzie – jak to ujął ojciec – „skradzione” („moje jest cudze”).

    Nie jest specjalnie ważne, czyja to opowieść, gdzie biją jej źródła, nawet to, że jest „opowieścią śmieciową” się nie liczy. Ważne, że nadal działa, czyli po ludzku przejmuje i zmusza do myślenia.

  • [...] Autor tych przejmujących miniatur sugeruje, że być może każdy z nas jest własnym zmyśleniem i być może każdy ucieka od istoty rzeczy, tworzy coś alternatywnego, żyje inaczej i czuje odmiennie niż powinien. Wielu dzielnych Odyseuszów walczy z czasem, przestrzenią i wszelkiego rodzaju zwątpieniami. Szostak pozwala pochylić się nad tym, co w heroizmie niedostrzegane. Nad ludzkim bólem, zwątpieniem, opuszczeniem i wstydem. Każdy Odyseusz chce walczyć. Nie każdego stać na to, by zrozumieć, że walka to utraty – te rekompensowane i te, z którymi nigdy się nie pogodzimy. „Zagroda zębów” daje także dość czytelną sugestię tego, że prawdziwe podróżowanie powinno być okazją do spotkania przede wszystkim siebie, spotkania ze swoimi emocjami, wzruszeniami oraz słabościami. Autor „Wróżenia z wnętrzności” pokazał, że mit to dopiero początek. Uniwersalne może stać się wszystko to, o czym nie opowiada wprost.

  • Wit Szostak nie boi się literackich ekscesów, każda jego książka jest inna – nieustająco poszukuje nowych języków. I najnowsza jego „Zagroda zębów” jest odważnym ekscesem – zbiorem miniatur, różnych wersji mitu Odysa. We współczesnej polskiej literaturze mitologia niemal się nie pojawia, chyba ostatnią powieścią, która wykorzystywała mity, były „Balladyny i romanse” Ignacego Karpowicza (a pierwszym skojarzeniem jednak zawsze w Polsce będzie Zbigniew Herbert). Szostak idzie w zupełnie innym kierunku, nie uwspółcześnia bohaterów – dopiero w finale okazuje się, że Odys jest w naszym świecie. Odbiera się tę książkę jak poemat, który jest też udaną grą z językiem homeryckim, ale przede wszystkim czyta się ją z poruszeniem.

    Justyna Sobolewska, Polityka
  • Seria wydawnicza: Poza serią
  • Data premiery: 25 listopada 2016
  • Rodzaj okładki: twarda
  • Wymiary: 135 mm × 205 mm
  • Liczba stron: 104
  • ISBN: 978836438458-5
  • Cena okładkowa: 29,00 zł