Polaroidy z zagłady

Kontrapunkty

Polaroidy z zagłady

Kiedy przychodzi zbyt wcześnie, przynosi cierpienie. Co jednak, jeśli nadejdzie za późno?

Opowieść o śmierci zawsze jest historią o samotności.

Teresę Szulc opuścili wszyscy. Podobnie jak jej miasto i wszystkie miejscowości w okolicy. Czy jednak naprawdę jest sama? Co można uczynić, kiedy zostało się ostatnim człowiekiem – w S., w Polsce, na Ziemi? Pozostaje walka o przetrwanie.

Powieść Pawła Palińskiego lokuje się na przecięciu kulturowych i popkulturowych dróg. Realizm McCarthy’ego spotyka się tu z oryginalnością narracyjną World War Z, chłodna bezwzględność Sartre’a z emocjonalnym okrucieństwem Kirkmana i jego Żywych trupów, a estetyka Romero z filozofią Derridy. Żyjemy w epoce końca czasów – nawet jeśli ten koniec jest jednocześnie początkiem nieznanego.

 Polaroidy z zagłady otrzymały Złote Wyróżnienie Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. (2014)




  • [...] To jedna z tych książek, które siedzą w głowie po przeczytaniu i nie dają spokoju. Inna niż wszystko co czytaliście w fantastyce do tej pory, inna nawet od "Drogi" Mccarthy'ego, do której ze względu na styl i wizję świata jest porównywana. Straszna i smutna książka o anty-wędrówce. O dreptaniu w miejscu i grzebaniu w pamięci. Może lepiej było nie czytać jej do końca? Chociaż nie, wtedy nie poznałbym zakończenia "Polaroidów z zagłady". Właśnie – zakończenie. To dzięki niemu zatoczyłem koło, pragnąc odpowiedzi na jedno, postawione w finale pytanie Znowu mam książkę w rękach i ponownie czytam pierwsze zdania. I coś zaczyna mi świtać. Koniec jest bliski. Ciekawe, co nastąpi po nim?

  • [...] Na pewno "Polaroidy z zagłady" Pawła Palińskiego czerpią z klasyki gatunku. Codzienne stawianie czoła przeciwnościom losu, walka o pożywienie i wodę, wędrówki po opuszczonym mieście. Do tego zagrożenie ze strony zdziczałych zwierząt i Biernych. Innymi słowy klasyczna powieść postapokaliptyczna, opowiadająca o walce jednostki w nowym, zupełnie nie wspaniałym świecie. Jednakże odczytywanie prozy Palińskiego tylko i wyłącznie przez pryzmat warstwy przygodowej byłoby mocno krzywdzące. [...]

  • Na najnowszą powieść Pawła Palińskiego czekałam z pewną dozą niecierpliwości, przede wszystkim dlatego, że miała być wydana pod znakiem Powergraphu. To wydawnictwo z godną podziwu wytrwałością dba o wysoką jakość polskiej fantastyki, dostarczając czytelnikom produkty najlepszego sortu. [...]

  • Kiedy Paweł Paliński debiutował zbiorem błyskotliwych opowiadań "Cztery pory mroku" byłem pewien, że błyskawicznie zostanie gwiazdą literatury fantastycznej, a nawet bezprzymiotnikowej.

    Doskonale napisane, oparte na niepokojących pomysłach teksty tworzyły pełną ułudę amerykańskości - gdyby nie nazwisko autora, przysiągłbym, że popełnił je jakiś zapatrzony w Breta Eastona Ellisa i Stephena Kinga autor zza Atlantyku. Paliński rżnął z Anglosasów, aż miło, tylko po to, by zamilknąć na pięć lat. Teraz powieścią "Polaroidy z zagłady" powraca nad Wisłę, a wraz z nim przywlokły się zombie. Temat wyeksploatowany przez wiadomy serial, niezliczone horrory i komedie w jego ujęciu nie tylko lśni nowym blaskiem, ale i dostępuje literackiego uwznioślenia. [...]


  • [...] Wielki potencjał Pawła Palińskiego, jaki ukazany został w jego zbiorze opowiadań „4 pory mroku”, nie został oczywiście przekreślony przez raptem dobrą powieść. To, że czuję się lekko rozczarowany, nie zmienia faktu, że za autora wciąż mocno trzymam kciuki. Przyniósł on powiew świeżości polskiej popkulturze i chociaż od początku przybija mu się nieszczęsną łatkę polskiego Stephena Kinga, może w tej konfrontacji wyjść z tarczą. „Polaroidy z zagłady” nie przypominają stylistycznie opowiadań z „4 pór mroku” (o których to Jakub Ćwiek powiedział kiedyś, i tu się z nim zgodzić muszę, że gdyby zawarte w nich opowiadania nie były podpisane, to uwierzyłby, że to napisał King), ale to tym lepiej, bo świadczy to o nieprzerwanej inwencji twórczej Pawła Palińskiego. [...]

  • [...] Na koniec słowo podsumowania, w którym zwrócę się do samego autora.
    Panie Pawle. Napisał pan wyjątkowo przerażającą powieść. Żadnych łatwych rozwiązań w stylu faceta z giwerą ratującego świat. Żadnych kompromisów, żadnych ulg dla czytelnika. Czarna przyszłość, taka, że ciarki przechodzą, do tego opisana czysto, krystalicznie i precyzyjnie. Życzę sobie z całej siły, by pańska wizja przyszłości nigdy nigdy się nie sprawdziła. I gratuluję.

  • [...] Polaroidy z zagłady nie są książką, przed którą trzeba uciekać. Zdecydowanie lepszym będzie zaopatrzenie się w kubek z herbatą i ciepły kocyk, pod którym będzie można się schować, gdy powieściowa rzeczywistość zacznie oblepiać umysł i zalewać go falami zagęszczonego pesymizmu. Owszem, Paliński wykorzystuje w swojej książce czytelne tropy kulturowe: jego sposób potraktowania zombie przywodzi na myśl wczesne filmy George’a Romero, zaś kreacja świata po przejściu apokalipsy budzi skojarzenia z klasykami pokroju Drogi McCarthy’ego czy „Jestem legendą” Mathesona, jednak o żadnym epigoństwie mowy być nie może. Bo choć zagłada ma w powieści charakter globalny, autor sprowadza ją do wymiarów niemal kameralnych: mikrokosmosu wykreowanego na fundamentach domu bohaterki, Teresy Szulc – wuefistki z szóstym krzyżykiem na karku. Rzeczywistość zostaje zredukowana: czynnik zmieniający ludzi w Biernych staje się drugorzędny, tak samo jak przebieg epidemii, powody, dla których Teresa się nie przemieniła, nawet nazwa samego miasta – wszystko to okazuje się informacjami nieistotnymi w obliczu konieczności prowadzenia samotnej egzystencji na zgliszczach dawnego świata. [...]

  • [...]Jak już zdążyła nas przyzwyczaić seria Kontrapunkty wydawnictwa Powergraph, „Polaroidy z zagłady” nie są książką oczywistą. Trudno ją jednoznacznie zaklasyfikować, ale czy naprawdę wszystko musi zostać sklasyfikowane? Jeżeli spojrzymy na powieść z fantastycznej perspektywy, odnajdziemy w niej wizje postapokaliptyczne. Jeżeli spróbujemy ją odczytać bardziej uniwersalnie, dostrzeżemy studium człowieczeństwa – jego nieustannego zanikania i odradzania się – balansującego na krawędzi. Jedno jest pewne – Paweł Paliński postanowił wziąć pod lupę nasze największe lęki i choć wcześniej napisałam, że na główną bohaterkę powieści wyrasta samotność, to teraz dochodzę do wniosku, że centralne miejsce tak naprawdę zajmuje strach. Strach przed samotnością, strach przed śmiercią, strach przed nieznanym oraz ten najbardziej przerażający – strach przed życiem, przy którym nawet zagłada może się wydać nie najgorszą opcją.

  • Seria wydawnicza: Kontrapunkty
  • Data premiery: Wrzesień 2014
  • Rodzaj okładki: twarda
  • Liczba stron: 272
  • ISBN: 978836438426-4
  • Cena okładkowa: 39,00 zł